niedziela, 23 sierpnia 2009

Pure Liquid Mineral kontra Inflallible

Od jakiegoś czasu używałam podkładu Infallible firmy L’oreal, jednak podczas ostatnich zakupów skusiłam się na nowość od Maybelline – Pure Liquid Mineral. Po użyciu nowego produktu okazało się, że przepłacałam kupując Infallible.

Wybór odpowiedniego podkładu zawsze sprawiał mi wiele kłopotów. Dlatego po wypróbowaniu Infallible nie chciałam już ryzykować. Kupowałam go kilka razy, mimo że nie był najtańszy. Za wydaniem ok. 55zł przemawiały: rozświetlanie cery, brak śladów na ubraniach, wydajność i praktyczna pompka. Jednak w ostatnim czasie na rynku pojawił się nowy, podobnie wyglądający podkład od Maybelline - Pure Liquid Mineral. Nie zastanawiając się długo włożyłam do koszyka wersję light honey i pobiegłam do domu go wypróbować. I jak się okazało, nowy podkład nie tylko wyglądem przypomina Infallible. Jest również bardzo wydajny, dobrze się rozprowadza, chyba nawet lepiej od droższego odpowiednika, rozświetla skórę, a w dodatku nie ma zapachu i nie zatyka porów. Dla mojej suchej skóry jest idealny i kosztuje ok.27zł. Ogłaszam, że zwycięzcą tego starcia jest Pure Liquid Mineral.

sobota, 22 sierpnia 2009

BIOSILK mały, ale wariat

Kupno niewielkiego opakowania i użycie kropelki jedwabiu firmy Biosilk cieszy, szczególnie końcówki suchych włosów. Cieszy też właścicielkę włosów, bo pięknie pachnie i nadaje połysk.

Biosilk to odżywka z naturalnym jedwabiem do włosów suchych i zniszczonych. Ja kupiłam małe opakowanie (15ml), ale w drogeriach można spotkać również dużo większe, jednak taki zakup może szarpnąć za kieszeń. Stosuje się go na mokre, lub wilgotne włosy. Wystarczy kropelkę rozetrzeć w palcach i wetrzeć w pasma, aby Twoje włosy znów zaczęły żyć. Biosilk chroni również czuprynę przed wysoką temperaturą, dlatego przydaje się kobietą, które używają suszarki lub prostownicy. Oprócz doskonałego nawilżania i ochrony przed temperaturą, ten wariat jest chyba najładniej pachnącym kosmetykiem do włosów. Przy użyciu należy tylko pamiętać, aby nie stosować go na skórę głowy, ani w jej pobliże.

wtorek, 4 sierpnia 2009

Dove w wersji wakacyjnej

Niektóre kosmetyki Dove, dostępne są wersji mini. 50ml w zupełności wystarczy na wakacyjny wyjazd i nie obciąży zbytnio mojej walizki. Dlaczego inne firmy nie wpadły na podobny pomysł? No dlaczego?

Przed wakacyjnym wyjazdem wybrałam się do Rossmanna, aby uzupełnić braki w kosmetyczce. Miałam zamiar kupić zwykłe kosmetyki, a spotkałam praktyczne wersje mini. Zakupiłam więc od razu zminiaturyzowane mleczko do skóry suchej (50ml) i nieco większy żel pod prysznic z serii go fresh (55ml). Chcąc jeszcze zmniejszyć objętość wyjazdowej kosmetyczki, przepatrzyłam każdą półkę w poszukiwaniu szamponu i płynu do higieny intymnej w podobnych rozmiarach. Niestety nie spotkałam. Widocznie inne firmy nie wzięły jeszcze przykładu z Dove. A szkoda.

poniedziałek, 3 sierpnia 2009

Biała Perła daje radę

Żel wybielający do zębów Biała Perła, zapewnia śnieżnobiały uśmiech każdemu, kto jest cierpliwy, wytrwały i poświęci ok. 50zł. Nie jest to może najprzyjemniejszy sposób na białe zęby, ale za to sprawdzony i skuteczny.

Biała Perła nie jest zwyczajną pasta, którą można spotkać w drogerii. To żel, dostępny w aptekach, który umieszcza się w specjalnych aplikatorach i nakłada na górną lub dolną szczękę. Aplikatory przed pierwszym użyciem należy zamoczyć w gorącej wodzie i uformować w odpowiedni kształt, odciskając szczękę. Dopiero w tak indywidualnie dopasowane foremki, dozujemy żel i nakładamy na zęby.

To skomplikowane stosowanie sprawia, że wiele osób szybko rezygnuje z Białej Perły. Dochodzi do tego niezbyt przyjemny smak. Muszę jednak przyznać, że warto się czasami pomęczyć. Po dwóch tygodniach używania żelu, widać wyraźne efekty. Zaraz po intensywnej kuracji zęby się bardziej wrażliwe na temperaturę, ale to chyba normalna reakcja.

czwartek, 30 lipca 2009

Inglot wśród swoich

Zawsze miałam słabość do kolorowych lakierów. W tej kwestii nic się nie zmieniło od kilku lat, nowością jest jednak to, że w ostatnim czasie jestem wierna firmie Inglot. Tym lakierom nie można niczego zarzucić. No może średnią trwałość w ekstremalnych warunkach.

Kiedy pierwszy raz chciałam kupić lakier Inglota, stałam przez dłuższą chwilę zdezorientowana ilością dostępnych kolorów. Wszystkie mi się podobały i wszystkie chciałam mieć. Wybrałam nr 143, czyli coś między fioletem a różem. W niedługim czasie powróciłam do tego sklepu, po następny lakier i następny. A swoją drogą lubię wygląd salonów Inglota, gdzie na czarnym tle poustawiane są różnego rodzaju kolorowe produkty i wszystko takie uporządkowane i zachęcające. A wielość odcieni i kolorów miażdży konkurencyjne firmy.

Lakiery Inglota spełniają wymagania przeciętnego użytkownika. Po pierwsze 16ml to więcej niż w innych firmach, po drugie szybko wysychają na paznokciach, po trzecie są wydajne i nie zasychają w słoiczkach. Jednak najważniejsze jest to, że są trwałe, przy typowym życiu kobiety lakier przetrwa na paznokciach ok.5-6 dni. Oczywiście nie ma szans aby pozostał na swoim miejscu w ekstremalnych warunkach, ale może to i lepiej bo pomyślałabym, że działa zbyt inwazyjnie i za bardzo się wtapia w płytkę paznokcia.



Niewidoczna opalenizna - Nivea Visage Summer Beauty

Po kilku nieudanych zakupach balsamów brązujących, dałam szansę firmie Nivea. Krem miał stworzyć naturalną opaleniznę na mojej bladej twarzy. Kupiłam wersję do jasnej karnacji, żeby efekt nie był zbyt rażący. Efektu nie było jednak wcale.

Krem brązujący Nivea, jak większość tego typu kosmetyków ma specyficzny niezbyt przyjemny zapach. Można powiedzieć, że nawilża skórę, może chroni ją również przed promieniami słonecznymi, jednak nie po to kupuje się krem brązujący. Z każdym dniem miała stopniowo pojawiać się piękna opalenizna. Po trzech dniach wypatrywałam efektów, nic nie zauważyłam, ale używałam go dalej. Po tygodniu zwątpiłam. Może wersja do ciemnej karnacji, lepiej by się spra


wtorek, 28 lipca 2009

Otwieram

Bo jestem kobietą.

Bo wygląd ma znaczenie.

Bo kupuje.

Bo się często rozczarowuje.

Bo lubię pisać.

I wreszcie.

Bo chce mieć swój kawałek Internetu.