czwartek, 30 lipca 2009

Inglot wśród swoich

Zawsze miałam słabość do kolorowych lakierów. W tej kwestii nic się nie zmieniło od kilku lat, nowością jest jednak to, że w ostatnim czasie jestem wierna firmie Inglot. Tym lakierom nie można niczego zarzucić. No może średnią trwałość w ekstremalnych warunkach.

Kiedy pierwszy raz chciałam kupić lakier Inglota, stałam przez dłuższą chwilę zdezorientowana ilością dostępnych kolorów. Wszystkie mi się podobały i wszystkie chciałam mieć. Wybrałam nr 143, czyli coś między fioletem a różem. W niedługim czasie powróciłam do tego sklepu, po następny lakier i następny. A swoją drogą lubię wygląd salonów Inglota, gdzie na czarnym tle poustawiane są różnego rodzaju kolorowe produkty i wszystko takie uporządkowane i zachęcające. A wielość odcieni i kolorów miażdży konkurencyjne firmy.

Lakiery Inglota spełniają wymagania przeciętnego użytkownika. Po pierwsze 16ml to więcej niż w innych firmach, po drugie szybko wysychają na paznokciach, po trzecie są wydajne i nie zasychają w słoiczkach. Jednak najważniejsze jest to, że są trwałe, przy typowym życiu kobiety lakier przetrwa na paznokciach ok.5-6 dni. Oczywiście nie ma szans aby pozostał na swoim miejscu w ekstremalnych warunkach, ale może to i lepiej bo pomyślałabym, że działa zbyt inwazyjnie i za bardzo się wtapia w płytkę paznokcia.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz